Czy wielcy mogą więcej? Jaka jest prawda?

Dodano: 2018-11-07 15:13

Na wniosek gminy Włoszakowice na początku br. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Poznaniu Delegatura w Lesznie dokonał u jednego z podmiotów gospodarczych prowadzących działalność gospodarczą na naszym terenie kontroli gospodarki wodno-ściekowej. O wyniku tej kontroli zostałem poinformowany pismem z dnia 25 maja 2018 r.

Przeprowadzona kontrola wykazała szereg nieprawidłowości, takich jak: nieprowadzenie ewidencji ilości pobranej wody w celu naliczania opłat za korzystanie ze środowiska i nienaliczanie opłat za pobór wód podziemnych z własnego ujęcia za 2016 r., brak pozwolenia wodno-prawnego na pobór wód podziemnych w latach 2016-2018, brak pozwolenia wodno-prawnego na wprowadzanie ścieków przemysłowych zawierających substancje szkodliwe dla środowiska do urządzeń kanalizacyjnych innego podmiotu, brak wymaganego zezwolenia na prowadzenie działalności w zakresie opróżniania zbiorników bezodpływowych i transportu nieczystości ciekłych, brak dowodów legalności wybudowania zbiorników bezodpływowych na ścieki.

W trakcie kontroli dokonano oszacowania ilości pobieranej wody wodociągowej w stosunku do wielkości produkcji. Szacowanie zostało przeprowadzone w oparciu o normy wynikające z rozporządzenia Ministra Infrastruktury. Na ich podstawie stwierdzono, że ilość pobranej wody na cele produkcyjne powinna wynosić ok. 168.749 m3 w 2016 r. i 154.658 m3 w 2017 r. W ciągu tych dwóch lat z wodociągu gminnego pobrano zaledwie 3.356 m3 wody.

W ocenie WIOŚ tak niski pobór wody może świadczyć o niewłaściwych wskazaniach wodomierza lub o tym, że część wody wodociągowej użytej do produkcji nie została opomiarowana.

Jak dotąd kontrolowany podmiot unika przedstawienia dokumentów potwierdzających zgodne z wymogami prawa zrzucanie ścieków do oczyszczalni. Według informacji uzyskanych przez Urząd Gminy we Włoszakowicach do oczyszczalni ścieków w sąsiedniej gminie trafiło ok. 2% wyliczonej ilości ścieków wytworzonych. Przypomnę, że chodzi tu o ok. 300.000 m3 ścieków wyprodukowanych w latach 2016-2017 (co przy pojemności średniej wielkości beczkowozu wynoszącej 10 m3 daje 30.000 beczkowozów), które powinny trafić do oczyszczalni. Wyjaśniam, że gminna oczyszczalnia nie odbiera ścieków od kontrolowanego podmiotu. Powodem jest brak wyposażenia podmiotu we własną oczyszczalnię ścieków do wstępnego podczyszczania (ścieki z produkcji zawierają zbyt duży ładunek zanieczyszczeń, dlatego też bez podczyszczenia nie pobierają ich także sąsiednie oczyszczalnie).

Jeśli prawdą jest, że kontrolowany podmiot pozbywa się ścieków nielegalnie, to uzyskuje z tego tytułu dużą korzyść finansową. Jeśli przyjąć koszt ok. 10 zł/m3 + 8% VAT za zrzut podczyszczonych ścieków, to rocznie jest to kwota ok. 1.600.000 zł. Koszty transportu to dodatkowe 2.000.000 zł, co razem daje ok. 3.600.000 zł.

Do myślenia daje też fakt odkrycia jakiś czas temu zakopanych pod gminną drogą rur należących do kontrolowanego podmiotu.

Na moje ostatnie wezwanie przedstawienia dowodów legalnego zrzutu ścieków podmiot odpowiedział, że zrobi to 16 listopada, czyli według ustawy w ostatnim dniu mijającej kadencji obecnych władz gminy. Mogę się domyślać, że liczy na nowego wójta i radę, by zatuszować tę sprawę. Nie ukrywam, że załatwienie tego problemu będzie testem i wyzwaniem dla nowego wójta.

O tym, że sprawa może mieć drugie dno, świadczy milczenie odpowiednich organów państwowych i samorządowych, mających o niej wiedzę. Tematu nie podejmują także lokalne media. Poczekamy, zobaczymy.

Stanisław Waligóra